piątek, 12 listopada 2010

'Miałam kiedyś nadzieję, że jak już będę opuszczała to miejsce, to się okaże, że wychodzę pewna siebie, pewna swoich zamiarów na przyszłość - ostatecznie przeszłam przecież przez 'analizę' - ale w tej chwili w głowie mojej kołatały się wyłącznie znaki zapytania.
Wiedziałam, ze szwy moich pończoch są równe, czarne lakierki w prawdzie popękane, ale wyczyszczone na glanc, a czerwony kostium równi śmiały jak moje plany na przyszłość. Miałam na sobie coś nowego i coś starego, tak jak nakazywał dawny przesąd narzeczonym, udającym się na ślubną uroczystość.
Ale ja nie miałam przecież stanąć na ślubnym kobiercu.
Powinna - pomyślałam - istnieć formuła symbolizująca ponowne narodziny człowieka. Jestem już cała posklejana, przyłożą mi stempel stwierdzający, że nadaję się do dalszej drogi ..'

{Sylvia Plath}
'Zorientowałam się, że moje ciało wypowiedziało mi wojnę i że nie ma mnie na różne sposoby. Moje ręce słabły w kluczowym momencie i w ten sposób ciało moje ratowało się raz po raz od zagłady.
Postanowiłam więc zaskoczyć moje cielsko, mobilizując w tym celu całą pozostałą mi jeszcze inteligencję, bo zrozumiałam, że w przeciwnym razie zostanę w tej pułapce na dalszych pięćdziesiąt lat, a to nie miałoby sensu.
Zdawałam sobie sprawę, że ludzie już się orientują, że nie mam piątej klepki.'

{SP}
'Pomyślałam, że najcudowniejszą na świecie jest cień. Miliony ruchomych kształtów i zaułków cienia. Cień szufladach biurek, w szafach i walizkach, pod domami, pod drzewami i kamieniami, pod powiekami ludzi, pod ich uśmiechami i jeszcze długie, bezkresne kilometry cienia po ciemnej stronie naszego globu.
Tego ranka zrobiłam początek.'

{SP}
'Specjalnie nie zmyłam z policzków zaschniętej krwi. Te dwie rdzawe smugi uznałam za bardzo wzruszające i raczej interesujące i postanowiłam zachować je na pamiątkę po zmarłym kochanku, dopóki same się nie zetrą. Wiedziałam, ze jak będę się uśmiechać albo robić miny, to zeschnięta krew zacznie odpadać po kawałku, więc siedziałam z nieruchomą twarzą, a kiedy trzeba się było odezwać, mówiłam przez zęby, nie poruszając prawie wargami.'

{SP}
'W najtajniejszych zakamarkach mego ciała poruszyło się coś, wychynęło na powierzchnię i poleciało ku słońcu. Płuca nabrzmiały cudowną treścią tego krajobrazu - powietrza, gór, drzew, ludzi.
Przede mną ściany ciemnego tunelu, a ja zmierzałam szaleńczo ku jasnemu punktowi przyświecającemu mi w oddali, ku kamyczkowi rzuconemu w studnię, ku słodkiemu białemu dziecięciu, skulonemu w matczynym łonie. 
To jest właśnie pełnia szczęścia - pomyślałam.'

{SP}
'Patrzyło na mnie kolosalne szare oko nieba, przymglone lekko słońce zebrało w sobie jak w soczewce bezkresne, milczące przestrzenie ze wszystkich punktów kompasu - cały korowód bladych wzgórz, kończący się tuż u moich stóp - bezduszna oś, wokół której kręciła się ziemia.
Głos rozsądku mówił mi, żebym nie była idiotką'

{SP}
'Wiedziałam doskonale, bo mnie tego uczono, że nie należy podawać do jednego posiłku dwóch gatunków fasoli. 
Fasolka i marchewka, owszem, fasolka z fasolką - nigdy. 
Ten człowiek po prostu sobie z nas zakpił..'

{SP}

czwartek, 11 listopada 2010

Gruby trzmiel.
Pozabijał wszystkie inne owady.
Wtedy otworzyłam okno i wypuściłam go na wolność.
A potem jeszcze otworzyłam oczy - obudziłam się.

środa, 10 listopada 2010

'A ja spałam jak zgięty palec.
Wpierw zobaczyłam przejrzyste powietrze
I krople zamknięte unoszące się w rosie
Przezroczyste jak duchy. 
Stos obojętnych kamieni leżał dokoła mnie.
Nie wiedziałam co z nimi począć.
Lśniłam łuskami miki i odwijałam się,
By niczym jakaś ciecz wypłynąć
Spomiędzy ptasich nóg i roślinnych łodyg.'

{Kern/Plath}
'Nienasyceniem moje ziemie plądrowane.
On, naznaczony swoich ojców winą,
Ryczy: “krew, niech świat krwią spłynie”
Mięso nasyci ust otwartą ranę.
Życie to jego rozdzierające zęby,
Słodycz jest skwierczącą furią sierści.
Pocałunki trawią, łapy są jak ciernie
Jego apetyt syci się zagładą.
Kobiety u jego stóp, całe stada
Jak rozpalone pochodnie szczęścia,
Chodzą wokół, w pas mu się kłaniają,
Są ledwie przynętą dla głodnego ciała.

Jestem pomna zagrożenia ..
Za splątanymi zaroślami moich oczu
wielki czarny złodziej do ziemi mnie przygniata.

Kiedyś będzie tym, przez którego umrę.'

{Sylvia} 

wtorek, 9 listopada 2010

Opady atmosferyczne ..
Wsiąkanie do gruntu ..
Parowanie ..
Powstawanie chmur ..
Chmury deszczowe ..
Opady atmosferyczne ..

Jestem na etapie wsiąkania do gruntu.
Czekam z utęsknieniem na parowanie.
Nigdy nie zniknę!

poniedziałek, 8 listopada 2010

Sen ?
Znów proroczy. 
Około trzeciej w nocy ..
Wystarczy zamknąć oczy.
Pod powiekami woda.
Pod powiekami kurz.
Błoto.

'Nie spałam od dwudziestu jeden nocy.'
Albo i od siedemdziesięciu.
'Czułam się jak wyciśnięta cytryna, pusta jak skóra zrzucona przez jakieś okropne zwierzę. Pozbycie się tego zwierzęcia przyniosło mi wprawdzie pewną ulgę, ale musiało chyba zabrać ze sobą moją duszę i w ogóle wszystko, no co udało mu się położyć łapę.'

Czułam się jak pusty karton.
Stos kartonów, postawionych jeden na drugim.
W tym, na samej górze wydłubano dwa otwory, 
bym mogła podglądać życie.

niedziela, 7 listopada 2010

'Może mogłaby pani opisać mi swoje dolegliwości 
i powiedzieć, co pani o nich sądzi?
Analizowałam w myślach  te słowa, obracałam je podejrzliwie, jakby były okrągłymi, wypolerowanymi morską falą kamyczkami, z których niespodziewanie mogą wysunąć się ostre kły.
Głosem płaskim i beznamiętnym - żeby mu pokazać, że jego uroda i jego rodzinna fotografia nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia - powiedziałam doktorowi, że w ogóle przestałam spać, że nie jem i że nie mogę czytać. 
Nie powiedziałam mu natomiast nic o tym, co stało się 
z moim pismem, chociaż to najwięcej mi dokuczało ..'

{SP}
'A potem wpadło mi do głowy,
że mogłabym spędzić resztę lata pisząc powieść.
Sprawiłoby to wielu osobom autentyczną przykrość.'

{SP}
'Po co więc prać dziś, 
skoro jutro trzeba będzie zacząć od początku.
Już sama myśl o tym, zmęczyła mnie niesłychanie.

Chciałabym robić wszystko tylko jeden, jedyny raz.
I to raz, na zawsze.'

{SP}
'I tak stałam i karmiłam nocny wiatr moją garderobą, 
sztuka po sztuce.
Jak popioły drogiej zmarłej osoby, nędzne strzępy mojej niedawnej świetności ulatywały w dal i padały na chybił trafił, nie wiadomo gdzie, w głąb dalekiego niewidzialnego serca ..'

{SP}
'Od kilku dni rosła we mnie absolutna niemożność powzięcia jakiejkolwiek decyzji. A kiedy się przełamywałam i zbierałam się na przykład do pakowania walizki, kończyło się na wyciągnięciu z szuflady wszystkich moich poplamionych ubrań i rozrzuceniu ich na krzesła, łóżko i podłogę.
Siedziałam i przyglądałam im się z niesłychanym zdumieniem. Wydawało mi się, że zdobyły nagle własną, odporną indywidualność i że bronią się przed praniem, przed złożeniem lub założeniem ..'

{SP} 
'Nad jej czołem sterczał kawałek zgniłozielonej wstążki, 
jak mały rajski ptaszek.
Zgniła zieleń
Kolor ten miał być lansowany dopiero na jesieni, 
ale Hilda wiedziała o tym, oczywiście, już pół roku z góry. 
Zgniła zieleń z czernią, zgniła zieleń z seledynem, swoim stryjecznym bratem ..'

{SP}

piątek, 5 listopada 2010

' Nerwica! - zaśmiałam się szyderczo. 
Jeżeli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy na raz, to owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi, wykluczającymi się nawzajem pragnieniami!

- Pozwól, że będę się miotał wraz z Tobą - powiedział 
i położył dłoń na mojej dłoni.'

{SP}
' ..Wyobrażałam sobie, że siedzę na tym drzewie i umieram z głodu, ponieważ nie mogę w żaden sposób zdecydować się na to, którą figę zerwać. Miałam ochotę na wszystkie, na absolutnie każdą z tych fig z osobna, ale zerwanie jednej oznaczało automatycznie rezygnację z pozostałych, więc  siedziałam, aż figi zaczęły się marszczyć, czernieć i jedna za drugą spadały na ziemię.'

{Sylvia Plath, Bell Jar}
'Na każdej gałęzi wisiała dojrzała fioletowa figa, symbol jednej z czekających mnie w życiu szans. Reprezentowały męża, dom, dzieci, olśniewającą sławę, wybitną karierę naukową, karierę terapeutyczną, Europę, Azję, Konstantego, Attylę 
i całe zastępy kochanków o dziwnych imionach i niezwykłych zawodach. Jedna z fig reprezentowała złoty medal olimpijski za wioślarstwo. 

Na drzewie było jeszcze wiele niedojrzałych owoców, których symboliki nie zdołałam odszyfrować ..'

czwartek, 4 listopada 2010

'Są pasje, hobbia i koniki.'

środa, 3 listopada 2010

Krótkotrwałe zniekształcenia rzeczywistości ..
Długotrwałe kształtowanie tożsamości ..

A co z ciągłością widzenia?
Zbornością ruchową?
Spójnością osobowości?

wtorek, 2 listopada 2010

Niebieski płaszcz.
Niebiańska książka.
Niebanalny spokój duszy.

Trzy dary.
Dziękuję.
.. a kolorowe klamerki, własne ustronie.
Ćwiczą tam zapewne zaciskanie zębów.
Tam, każdy krzaczek ma tysiąc krawatów ..
.. i pachnący staroangielski róż ..
Okazuje się, że na Kontynencie jest przynajmniej jedno ładne miejsce.
Tam też można znaleźć przepiękną turkusową zieleń ..

niedziela, 31 października 2010

Drapacz chmur porośnięty gęstym bluszczem.
Mieszkanie na samej górze.
On.
Wychodzę na balkon, przechodzę przez barierkę.
Z niezwyczajną łatwością schodzę w dół.
Powoli, uważnie.
Chłód liści na policzkach.
Ulga. Lekkość.

Na dole huk i zamęt.
Chcę do góry.
Szukam wejścia.
Wjeżdżam windą.
A tam .. 

Bluszcz jest trujący.